niedziela, 1 grudnia 2013

Makijaż Inspirowany Książką "Upadłe Damy II Rzeczpospolitej"


Do Mikołajkowego spotkania bloggerek w Przemyślu został zaledwie tydzień. Jak pewnie każda z 13-stki dziewczyn, nie mogę się już doczekać :) Jakiś czas temu pokazywałam Wam książkę którą dostała każda bloggerka w ramach spotkania w Przemyślu. Pisałam też, że z książką wiążę się coś tajemniczego.. Teraz Wam tą tajemnicę zdradzę ! Otóż każda z Nas dostała losowy fragment z książki i naszym zadaniem było wykonać makijaż inspirowany tym fragmentem . Zadanie nie było łatwe, szczególnie dla mnie bo jeszcze nigdy nie pokazywałam swojego makijażu ale zawsze musi być ten pierwszy raz :)





Bezwzględne, zdecydowane i zabójczo niebezpieczne
Największe zbrodniarki II Rzeczpospolitej!


Księżniczka Zyta zamordowała swojego narzeczonego z zimną krwią, po czym zamknęła się w łazience, aby wziąć kąpiel. Niezaspokojona nimfomanka czy zdradzana kobieta na skraju załamania nerwowego?

Korzystał Pan z usług mojego ciała, dochowałam tajemnicy przed żoną i ludźmi, a teraz jestem w niedostatku… Takich listów do zupełnie obcych mężczyzn znudzona milionerka wysłała kilkadziesiąt. Ku jej zdumieniu wkrótce zaczęły do niej spływać pieniądze. Duże pieniądze. Wpadła, gdy szantażowi nie uległ powszechnie szanowany ksiądz kanonik…

Eksluzywny dom schadzek z nastoletnimi dziewczynkami był ulubionym miejscem spotkań poznańskich elit. Nikt nie spodziewał się, że mroczny interes prowadzi skromna matka dwójki dzieci. Najbardziej zaskoczony był oczywiście jej mąż.

Życie arystokracji II Rzeczpospolitej pełne było frazesów o moralności. Rzeczywistość zupełnie inna. Hipokryzja, skandale i najniższe instynkty. A upadłe damy postanowiły z tego skorzystać.


BESTSELLEROWA SERIA „PRAWDZIWE HISTORIE”!
KILKASET TYSIĘCY SPRZEDANYCH EGZEMPLARZY!

 Pierwsze Damy II RP, Kobiety dyktatorów, Kobiety dyktatorów 2, Dziewczyny wojenne





Fragment:

Dwa miesiące wcześniej nic jeszcze nie zapowiadało nadciągającego huraganu. Dziennikarze mieli ręce pełne roboty, ale z zupełnie innego powodu. W nocy z 22 na 23 czerwca prawicowy polityk i bojówkarz Adam Doboszyński zorganizował zbrojną wyprawę na położone pod Krakowem Myślenice. Miasteczko zostało na kilka godzin opanowane przez młodych endeków, którzy rozbroili posterunek policji, zdemolowali synagogę, splądrowali żydowskie sklepy i wychłostali miejscowego starostę. Nazajutrz powstał niemiłosierny rwetes.
W natłoku relacji i komentarzy ginął krótki komunikat o zagadkowym zniknięciu, do którego doszło dzień po myślenickiej awanturze. Wiele krakowskich pism w ogóle go nie podało. W innych miastach trafiał do zbiorczych rubryk, łatwo umykając nawet uważnym czytelnikom. Przed dwoma dniami wyszła z mieszkania w Krakowie żona prezesa sądu okręgowego w Krakowie p. Parylewiczowa i dotąd nie wróciła – brzmiała notatka opublikowana w łódzkim „Echu” 25 czerwca. – Zaniepokojeni domownicy zawiadomili władze, które rozesłały telefonogramy do wszystkich posterunków policyjnych w całem państwie .W rzeczywistości Franciszek Parylewicz nie był prezesem sądu okręgowego, lecz apelacyjnego. O tym wszak autorzy kronik w Łodzi, Katowicach czy Poznaniu nie musieli wiedzieć. Wystarczyło, że wiedział to każdy krakowianin. W normalnych okolicznościach zaginięcie pani prezesowej stałoby się tematem miesiąca, a informacje o nim momentalnie powędrowałyby na pierwsze strony dzienników. Franciszek Parylewicz nie był przecież byle kim. Należał do najbardziej wpływowych osobistości w Małopolsce. Nie tylko kierował lokalnym sądownictwem, ale był też doskonale ustosunkowanym człowiekiem sanacji. Pod okiem poprzedniego ministra sprawiedliwości, Czesława Michałowskiego, zrobił oszałamiającą karierę. Znał się z szefami resortów, posłami, a nawet z prezydentem i premierem. Kiedy przyjeżdżał do Warszawy, wszystkie drzwi stawały przed nim otworem.
Gwiazda pana prezesa świeciła jasno już od dobrych paru lat dzięki korzystnemu politycznie małżeństwu. Szwagrem Parylewicza był Bronisław Pieracki. Legionista, bliski współpracownik belwederskiej kamaryli, a od 1931 do 1934 roku minister spraw wewnętrznych. Dla kariery Parylewicza największe znaczenie miało jednak nie tyle życie, co śmierć Pierackiego. W 1934 roku zginął on z ręki ukraińskiego zamachowca, natychmiast zyskując rangę męczennika i bohatera narodowego. Jego nazwiskiem honorowano ulice, stawiano mu pomniki, wydawano ku jego czci pamiątkowe broszury. Przede wszystkim zaś – obsypywano zaszczytami wszystkich bliskich poległego polityka.
I właśnie najbliższa krewna Pierackiego, jego siostra Wanda Parylewiczowa, zaginęła bez śladu 23 czerwca. Nie ulegało wątpliwości, że policja natychmiast podejmie energiczne śledztwo. Na pewno spodziewali się tego sąsiedzi Parylewiczów, doskonale znający pozycję społeczną prezesostwa. Jednak nawet oni przecierali teraz oczy ze zdumienia. Pod drzwi luksusowej kamienicy przy ulicy Sarego 24, w której szef krakowskiego Sądu Apelacyjnego wynajmował pięciopokojowe mieszkanie, przybył cały oddział mundurowych . Budynek jako jedyny w okolicy nie graniczy bezpośrednio z drogą i ma od frontu ogrodzony placyk. Na nim zebrali się mundurowi, bacznie obserwowani przez mieszkańców wszystkich trzech kamienic okalających plac, a także dwóch kolejnych stojących po przeciwległej stronie ulicy.
Szeptano, że oto na oczach podatników policja dopuszcza się jawnego marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Przecież na rozmowę z mężem zaginionej komendant mógł przysłać dwóch albo trzech funkcjonariuszy, a nie cały szwadron! Jeszcze większe zdziwienie okolicznych mieszkańców wywołał widok nietęgich min policjantów, którym pot zalewał czoła i z których żaden nie miał odwagi przekroczyć drzwi kamienicy. Wreszcie najstarszy stopniem oficer przemógł się i przez krótki, oszczędnie zdobiony przedsionek ruszył w stronę krętych schodów. Wąskie okna nawet w upalny letni dzień wpuszczały na klatkę niewiele światła. Półmrok i chłód sprawiały, że policjant z każdą chwilą czuł się coraz bardziej nieswojo. Z ciężkim sercem wdrapał się na trzecie piętro, stanął na baczność przed drzwiami opatrzonymi numerem 7 i uniósł rękę. Nie zdążył jednak nic zrobić.
Drzwi otworzyły się same. Po drugiej stronie stał blady jak ściana, przygarbiony prezes Parylewicz. Podkrążone oczy, nierówno ogolony zarost i wyraz wyczerpania na twarzy sprawiały, że wyglądał na znacznie więcej niż swoje pięćdziesiąt sześć lat. Policjant cofnął się o krok, nie wiedząc, czego oczekiwać. Przez myśl przebiegały mu najgorsze scenariusze. Jego koledzy, stojący teraz w połowie schodów, niepewnie przyglądali się Parylewiczowi. Niektórzy sięgali dyskretnie po broń, bojąc się, że prawnik zacznie uciekać lub – co gorsza – palić trzymane w dłoni dokumenty.
Nic takiego nie nastąpiło. Prezes powiedział tylko zrezygnowanym tonem: Ja już na panów dawno czekałem…
Następnie wręczył funkcjonariuszowi zwitek kopert i złożonych na pół kartek. Wyjaśnił, że to wszystkie dokumenty, jakie zdołał znaleźć, ale zaprasza do środka na rewizję. Policjanci przekroczyli próg. Później przyznają, że prezes zachowywał się spokojnie, odpowiadał na wszystkie pytania i pomagał im, jak mógł .
A właściwie nie prezes. Policjanci wiedzieli już o tym, co na razie było trzymane w tajemnicy przed społeczeństwem. Parylewicz złożył w trybie nagłym prośbę o natychmiastowe przeniesienie w stan spoczynku. Prośba została rozpatrzona i przyjęta przez ministra sprawiedliwości w rekordowym czasie. Już po kilku godzinach Parylewicz stracił pracę.

Społeczeństwo nie wiedziało też, że Parylewiczowa wcale nie zaginęła. Żona prezesa uciekła przed policyjną obławą i ukrywała się w nieznanym miejscu. Dla służb mundurowych w całym kraju była teraz zbiegiem numer jeden.


Według fragmentu uznałam, że Wanda Parylewiczowa musiała wykazać się odwagą,silnym charakterem aby uciekać przed policyjną obławą. Makijaż jaki przedstawiłam sam stał się dla mnie nie lada odwagą gdyż nie praktykuje takiego wizerunku, dlatego myślę, że inspiracja została dobrze przeze mnie zrozumiana. 

















To moja własna interpretacja fragmentu. Wszelkie negatywne komentarze biorę na klatę ;) Choć wolałabym jednak uniknąć zepsutego humoru :)





16 komentarzy:

  1. Po tym co przeczytałam, czuję, że pochłonęłabym tę książkę w jeden wieczór ! ale niestety póki co kanon i kolokwia wzywają... a makijaż bardzo ładny, chociaż zrobiłabym ciemniejsze usta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Co do ust to użyłam mocno czerwonego błyszczyka ale światło kiepskie i nie wyszło tak jak miało wyjść :(

      Usuń
  2. Matko nie poznałam cię!!!!

    Bardzo ładnie:) Podoba mi się bardzo pierwsze zdjecie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jenyyy, ale śliczny makijaż --> bardzo mi się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuje Wam Dziewczyny za tak miłe słowa :*

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo fajnie Ci to wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie wyglądasz w tym makijażu :)

    Zapraszam do mnie na bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. jakiej farby używasz? Świetny kolor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor ze zdjęcia to "pozostałości" z farbowania w salonie fryzjerskim ale zupełnie nie pamiętam jak się ta farba nazywała bo to jakaś nowość była :)

      Usuń

Dziękuje za każdy komentarz od Was. Wszystkie czytam z największą przyjemnością :)