poniedziałek, 21 października 2013

Pielęgnacja Włosów Farbowanych z Syoss



Ostatnimi czasy "Syoss" rządzi w zakresie mojej koloryzacji. Pokazywałam Wam efekty końcowe tych farb a teraz przyszła kolej na codzienną pielęgnację koloru z użyciem tej samej firmy. 



Szampon i Odżywka 
COLOR PROTECT 
Syoss





Zacznę od szamponu, który już kiedyś gościł na moich włosach lecz po dłuższym stosowaniu, włosy szybko się przetłuszczały i musiałam go odstawić.




Od producenta: 

Color Protect
Długotrwały i lśniący kolor.
Profesjonalna formuła SYOSS COLOR PROTECT pomaga chronić cenny kolor przed blaknięciem i nadaje włosom olśniewający połysk oraz gładkość, jak z salony fryzjerskiego.
  • Łagodnie myje i zapewnia głęboką pielęgnację dla długotrwałego,intensywnego połysku koloru.
  • Chroni kolor przed blaknięciem



Opakowanie:  Usztywniona,plastikowa buteleczka mieszcząca w sobie 500 ml szamponu. Jej prosty wygląd świadczy o profesjonalnym podejściu firmy do klienta. Dlaczego tak uważam?? Wszystko co piękne i ma swoją wartość mieści się w prostocie, nie musi zachęcać pięknymi obrazkami czy napisami we wszystkich kolorach tęczy. Buteleczka jest w całości czarna i choć nie widać przez nią ilości szamponu, to i tak uważam, że jest świetnie zaprojektowana. Posiada białe i czerwone napisy oczywiście w prostym ale zachęcającym stylu. Ukończyłam szkołę fryzjerską więc na prawdę wiem, jaka szata zdobi kosmetyki do pielęgnacji czy też stylizacji włosów :) Szampon zamykany jest na zatrzask co jest najwygodniejszą formą. Otworek jest średnich rozmiarów, nie trzeba się wysilać aby wydobyć z niego szampon i nie trzeba też uważać by nie wylało się zbyt dużej ilości. 




Zapach: Ciężko mi go zdefiniować konkretnym kwiatem czy owocem. Zapach jest bardzo przyjemny i towarzyszy przy myciu włosów jak i po umyciu. Wyczuwam w nim jakiś słodko-kwaśny owoc, jednak cokolwiek by to nie było, pachnie na prawdę ładnie. 



Konsystencja: Rzadka i zalicza się do tych "perłowych". Jest bardzo wydajna, na moje długie włosy niewiele zużywam choć myje włosy codziennie a w konkretnych przypadkach nawet i dwa razy na dzień. Szampon dzięki swojej konsystencji, daje to poczucie umytych włosów. Mitem jest to, że im więcej szampon się pieni tym lepiej umyje włosy, jednak ja dla własnej przyjemności wolę żeby szampon się pienił, a temu piany nie brakuje :)




Działanie: Szampon przeznaczony jest dla włosów farbowanych lub z pasemkami. Ma na celu chronić i pielęgnować kolor. Niestety w tym głównym zadaniu jaki powinien spełniać, nie sprawdza się dobrze. Ostatnio farbowałam włosy 5 października i to w salonie fryzjerskim, profesjonalną farbą. Aby utrzymać na dłużej mój nowy kolor, zainwestowałam w Syoss. Już przy pierwszym spłukiwaniu szamponu z włosów, woda jak i piana były całkowicie zabarwione. Wiem, że zawinił szampon a nie farba bo najpierw płukałam je samą wodą i leciała prawie że czysta. Przy stosowaniu innych szamponów nie miałam takich problemów, żeby woda była aż tak zabarwiona. Jednak postanowiłam dać mu szansę przy kolejnym farbowaniu, tym razem farbą tej samej firmy "Syoss". Może zgrywa się on tylko ze swoimi sąsiednimi produktami do farbowania. Pomijając fakt zdzierania koloru, szampon bardzo ładnie wygładza włosy i jak na razie bez przetłuszczania. Co prawda używam go od ponad 2 tygodni ale zobaczymy jak będzie się spisywał przy kolejnych myciach. Pomimo tego, że kolor blaknie i spłukuje się w szybkim tempie, to włosy nadal pozostają lśniące i podatne na układanie. Tu jestem pewna, że to zasługa szamponu. A jego zapach jest miłym akcentem podczas mycia włosów :) 




Cena:  Jak zwykle udało mi się trafić na promocję w Rossmannie i kupiłam szampon za około 8 zł.






Do kompletu wybrałam odżywkę ułatwiającą rozczesywanie i chroniącą kolor.



Od producenta:

  • wygładza zewnętrzną strukturę włosa i ułatwia rozczesywanie
  • Zapewnia promienny blask koloru




Opakowanie: Opakowanie odżywki różni się jedynie kolorem buteleczki od tej z szamponem. Także mieści w sobie 500 ml i jest całkowitym przeciwieństwem w kolorze :) Buteleczka jest biała i bardzo ciekawie zgrywa się z szamponem, który jest w kolorze czarnym. Styl pozostał bez zmian.




Zapach: Zaskoczył mnie jeszcze bardziej niż zapach szamponu. Jest taki łagodny ale bardzo wyczuwalny a powiedziałabym nawet, że przebija się bardziej niż zapach szamponu. W nim wyczuwam coś słodkiego lekko kwiatowego. Włosy przesiąkają tym zapachem całkowicie co jest głównym powodem mojego regularnego stosowania odżywki przy każdym myciu włosów :)




Konsystencja: Typowa dla odżywek, taka budyniowa i białego koloru. I w tym przypadku nie potrzebuje dużej ilości na długie włosy. Nakładam ją na całą długość lekko wcierając. 



Działanie: Na pewno włosy są duże milsze w dotyku, bardziej zdrowsze i rozczesują się bez najmniejszych problemów a nie każda odżywka daje taką możliwość. Na szczęście odżywka nie ma wadliwej cechy "zdzieracza koloru" i gdy ją spłukuje woda jest minimalnie zabarwiona. Nie boje się też stosować odżywki blisko nasady włosów gdyż ich nie obciąża i nie przetłuszcza a przynajmniej łatwo mi je rozczesać. Moje włosy są bardzo podatne do kręcenia jednak gdy nie użyje odżywki ten skręt jest taki nijaki. Po odżywce, o ile pozwolę swoim włosom wyschnąć naturalnie bez użycia suszarki, skręcają się w ładne loki co oczywiście lubię bo nie muszę ich układać czy prostować, wystarczą moje palce i odrobina jedwabiu :) 





Cena: Także była w promocji, nieco droższa od szamponu, około 10 zł.



Macie jakąś sprawdzoną firmę do pielęgnacji włosów farbowanych ?



Przypominam o rozdaniu, więcej informacji Tutaj





sobota, 19 października 2013

Szybki Demakijaż Twarzy i Oczu - Marion



Pierwszy raz używałam chusteczek do demakijażu. Nie wiem dlaczego unikałam tak prostej i szybkiej formy pozbycia się makijażu po całym dniu. Choć nie mam porównania co do innych chusteczek, to i tak wiem jakie są moje oczekiwania. Czy zostały one spełnione ? Zapraszam do czytania :)


Chusteczki do Demakijażu twarzy,oczu i szyi "Marion"
Sucha i wrażliwa skóra




Od producenta: Wyjątkowo delikatne chusteczki do demakijażu twarzy, oczu i szyi stworzone z myślą o potrzebach skóry suchej i wrażliwych oczu. Chusteczki dokładnie usuwają makijaż oraz wszelkie zanieczyszczenia,  pozostawiając skórę nawilżoną, oczyszczoną i odświeżoną. Specjalna formuła oparta została na ekstrakcie z bławatka, który działa przeciwzapalne, koi i łagodzi podrażnienia. Zawarta Prowitamina B5 doskonale nawilża i witalizuje skórę, nadaje jej gładkość i elastyczność. Idealne do codziennej pielęgnacji. Bez zawartości alkoholu.



Sposób użycia: Wyciągnij chusteczkę z opakowania i delikatnie przetrzyj twarz,oczy i szyję, aż do pełnego oczyszczenia. Zaklej szczelnie opakowanie tasiemką.




Opakowanie: 25 sztuk chusteczek, mieści się w paczuszce, zabezpieczoną samoprzylepną naklejką, która chroni chusteczki przed wyschnięciem. Opakowanie jest bardzo praktycznie i ładnie zaprojektowane.




Zapach: Chusteczki posiadają delikatny, nie narzucający się zapach. Mi on bardzo przypadł do gustu i można go porównać z zapachami kosmetyków do pielęgnacji ciała. Utrzymuje się on na twarzy przez dłuższy czas od demakijażu, przez co jeszcze bardziej czuje, że moja cera jest dokładnie odświeżona.




Działanie: Chusteczki idealnie sprawdzają się w chwilach kiedy jesteśmy w podróży lub gdy nie chcemy poświęcać zbyt wiele czasu na wieczorny demakijaż. Odkąd dostałam chusteczki, zużyłam ich około 8. sztuk. Sięgałam po nie zazwyczaj gdy sen wkradał się już na moje powieki i nie pozwalał mi na standardowy demakijaż przy użyciu płatków kosmetycznych i płynu micelarnego. Makijaż z jakim musiały poradzić sobie chusteczki to: tusz do rzęs "Pierre Rene", eyeliner w żelu "Catrice", kredka do oczu "Venita", podkład "Revlon", puder sypki "MaxFactor". Choć mój tusz nie jest wodoodporny to ciężko się go całkowicie pozbyć i problem ma z tym nawet micel choć te chusteczki niestety bardzo słabo radzą sobie z tuszem. Eyeliner zmywają szybko i dokładnie nawet bez pocierania, natomiast tusz tak jakby tylko nawilżały po czym mam sklejone i po chwili sztywne,zaschnięte rzęsy. Tą czynność muszę poprawić micelem chyba, że będę uporczywie trzeć chusteczkami co wiem, że jest zabronione dla rzęs. Podkład jak i puder schodzą łatwo, bez powtarzania czynności. Cera po chusteczkach jest dokładnie nawilżona, nawet powiedziałabym, że lekko wilgotna przez płyn, którym są one nasączone. Dzięki temu, czuje się po nich bardziej odświeżona niż po moim płynie micelarnym z Loreal. Zostawiają delikatny,przyjemny zapach i uczucie świeżości. Chusteczki są większych rozmiarów przez co zużywam tylko jedną na demakijaż całej twarzy łącznie z oczami. Zadowalające jest również to, że nie podrażniają one oczu czy też skóry. Są według mnie bardzo bezpieczne nawet dla wrażliwej skóry co zresztą obiecuje producent. Moja cera zalicza się do mieszanych i choć chusteczki przeznaczone są do cery suchej, to u mnie niema to znaczenia bo nie przetłuszczają mi twarzy żebym miała się po nich jakoś nie miło świecić. Chusteczka po wyjęciu z opakowania po kilku godzinach staje się zupełnie sucha i to jest oczywiście normalne, dlatego też trzeba pamiętać i uważać na to, by chusteczki były szczelnie zaklejone. Ja z chusteczkami bardzo się polubiłam nawet pomimo tego, że nie radzą one sobie z tuszem do rzęs jakiego używam. Są one doskonałą opcją na szybki i skuteczny demakijaż i starczą mi jeszcze na nie całe 20 demakijaży :)




Chusteczki są dostępne także w innej wersji  Chusteczki do demakijażu twarzy z aloesem


Cena: Bardzo przystępna w granicach 4 zł (25 sztuk)



Firmie dziękuje za możliwość testów.

A Was zapraszam do odwiedzenia asortymentu firmy MARION  :)



Jak u Was radzą sobie chusteczki ze zmywaniem tuszu do rzęs?



czwartek, 17 października 2013

Moje Blogowe Sekrety


Zważając na moją chorobę, która mnie całkowicie rozłożyła z dnia na dzień, postanowiłam wykorzystać mój czas spędzany w łóżku i tym oto sposobem odpowiadam na ciekawy TAG, który wtajemniczy moje czytelniczki na temat mojego bloga :) A do zabawy zaprosiła mnie Mała Kuchareczka z bloga http://kosmetycznieee.blogspot.com/ . 





1. Ile czasu prowadzisz bloga i jak często publikujesz posty?

Obecnego bloga zaczęłam prowadzić nie tak dawno bo w połowie lipca i starałam się, aby moje posty pojawiały się systematycznie każdego dnia. Po rozpoczęciu pracy musiałam nieco ograniczyć czas na nowe posty, którego i tak w ciągu tygodnia mam niewiele.



2. Ile razy dziennie zaglądasz na bloga i czy robisz to w pierwszej kolejności?

W dni wolne czyli w weekendy, oczywiście te które spędzam w domu, mam cały czas otwartego bloga i zaglądam na niego jak i na statystyki co kilkanaście minut. Kiedy wracam z pracy, pierwsze co robię to ściągam buty,kurteczkę i lecę po laptopa by sprawdzić co się działo na moim blogu pod moją całodniową nieobecnością :)



3. Czy Twoja rodzina i znajomi wiedzą o tym, że prowadzisz bloga?

Tylko wybrani i nieliczni z rodziny jak i znajomych wiedzą, że prowadzę bloga.



4. Posty jakiego typu interesują Cię najbardziej u innych blogerek?

Najchętniej przeglądam i czytam zakupowe posty. Często dowiaduję się z nich gdzie można trafić na fajną promocje lub w jakich drogeriach czy też sklepach kupię dany produkt.



5.  Czy zazdrościsz czasem innym blogerkom?

Oczywiście! Jednak ta zazdrość ma swoje granice i jest bardzo motywująca :)



6. Czy zdarzyło Ci się kupić jakiś kosmetyk tylko po to, by móc go zrecenzować na swoim blogu?

Każdy kosmetyk, który kupuje mam zamiar zrecenzować na blogu ale nie kupuje ich pod wpływem ciekawych postów. Często przy zakupie sugeruję się recenzjami innych blogerek czy kosmetyk jest wart zakupu, a często bywa tak, że nic nie wiem o danym kosmetyku a bardzo chcę osobiście go przetestować.



7. Czy pod wpływem blogów urodowych kupujesz więcej kosmetyków, a co za tym idzie wydajesz więcej pieniędzy?

Niestety (dla mojego portfela) tak, a dobrze (dla mojej toaletki). Wiele blogerek ma dar przekonywania do zakupu ciekawymi recenzjami,pięknymi zdjęciami i całą tą otoczką. Bywając w drogeriach, gdy widzę na półkach kosmetyk, który był wychwalany przez pewne blogerki i wkradł się w moją pamięć, mam ochotę stać się jego posiadaczką i tak oto często wzbogacam się w nowe,ciekawe kosmetyki :)



8. Co blogowanie zmieniło w Twoim życiu?

Na pewno zmieniło moje podejście do kosmetyków. Kiedyś nawet nie myślałam, że jest tyle perełek wśród wielu,przeróżnych firm. Miałam swoją skromną kosmetyczkę w której znajdywały się w ciąż te same kosmetyki a odkąd wgłębiłam się w świat blogowy, poszerzyłam swoją wiedzę na temat kosmetyków prawie maksymalnie:). Zawsze też miałam ochotę dzielić się opiniami, swoimi spostrzeżeniami na temat produktów/kosmetyków. Mój blog spełnił to moje małe marzenie dzięki któremu mam możliwość pisania tych wszystkich postów jak i tą wielką przyjemność czytania Waszych komentarzy :)



9. Skąd czerpiesz pomysły na nowe posty?

Każdy kosmetyk którego używam, niesie ze sobą pomysł na nowy post :) Opisuje wszystko co o nim myślę, w czym mnie zawiódł a w czym pozytywnie zaskoczył. Nie mam problemów z pomysłami na post gdyż zawsze rozum dyktuje mi całą notkę a palce sprawnie przelewają to na bloga ;)



10. Czy miałaś kiedyś kryzys w prowadzeniu bloga, tak że chciałaś go usunąć?

Tak, przyznam, że miałam kryzys i w połowie wygrał on z moim wcześniejszym blogiem, którego już nie prowadzę od dawna ale nadal istnieje. Był taki moment kiedy po raz kolejny wybierałam się do pracy za granicą i z wcześniejszego doświadczenia stwierdziłam, że prowadzenie bloga tam nie miało by sensu przez brak dostępu do internetu, brak czasu i motywacji. Tego bloga zakładałam z wielką nadzieją i wiarą, że będzie on pomocny dla wielu dziewczyn w doborze kosmetyków jak i w miłym spędzaniu wolnego czasu :) Na szczęście blog zaczął się rozwijać w zadowalającym dla mnie tempie co mnie bardzo cieszy i myślę, że kryzys już nie powróci :)



11. Co najbardziej denerwuje Cię w blogach innych dziewczyn?

Denerwują mnie najbardziej bardzo słabej jakości zdjęcia na miarę "zdjęcia robionego kalkulatorem", pozbywanie się postu, sklejenie paru słów, które nie mają żadnego przekazu, byle by tylko COŚ wystawić i mieć problem z głowy oraz kopiowanie opinii z innych stron i składanie ich w całość, tak niestety to też wychwyciłam na niektórych blogach i aż mi się w żołądku przewraca jak widzę takie rzeczy bo nie rozumiem do czego ma to prowadzić?? Jeszcze jedna sprawa jaka mnie irytuje to nieszczere recenzje, sprzedawanie się za kosmetyk od firmy lub co gorsza, za próbki.




Poznałyście nieco mojego bloga "zza kulis" :) Do dalszej zabawy chciałabym zaprosić każdą blogerkę, która ma ochotę podzielić się swoimi blogowymi sekretami :)




niedziela, 13 października 2013

Kosmetyk Niespodzianka za 10000 wyświetlenie


Pełniutkie 10000 wyświetleń zbliża się wielkimi krokami i z tej okazji postanowiłam nagrodzić osobę, która wejdzie w tym czasie na mojego bloga, zrobi screen obrazu odwiedzin i wyśle go na : syla1991@o2.pl w temacie wpisując "10000 wyświetlenie". 


Nagrodą jest kosmetyk niespodzianka, oczywiście NOWY, postaram się też by był CIEKAWY i PRZYDATNY. Koszty przesyłki pokrywam w całości, nawet jeśli osoba która wygra mieszka poza granicami kraju. 



Pamiętajcie, że musi być pełne 10 tys. wyświetleń i koniecznie zróbcie screen dla wiarygodności. 





Zabawa czas START :)

Zapach Syropu w Żelu pod Prysznic ??


Szukając ideału w postaci żelu pod prysznic pachnącego owocami, natknęłam się na Isanę. Już myślałam, że nie zdążę zrobić zdjęć i wystawić recenzji zanim żel się skończy ale udało mi się uchować resztki :) Zachęcona pięknym i wyrazistym zapachem żelu bebauty, szukałam czegoś w podobnej formie zapachowej ale innej w konsystencji. Żel bebauty, który już opiniowałam na blogu, przypadł mi do gustu swoim niezwykle owocowym zapachem natomiast jego drobinki peelingujące trochę nie zgrały się z żelem do codziennego użytku, dlatego potrzebowałam czegoś co zastąpiło by ten zapach. 



Isana Witaminy i Jogurt
Żel pod Prysznic




Od producenta: Żel delikatnie pachnie owocami. Zawarte z nim witaminy E i B5 dbają o optymalną pielęgnację skóry. Kompleks pielęgnacyjny utrzymuje właściwy poziom nawilżenia i chroni przed wysuszeniem. Produkt przetestowany dermatologicznie, ma PH przyjazne dla skóry. 






Opakowanie: 300 ml żelu zamkniętego w plastikowej buteleczce o prostym i poręcznym kształcie. Sama buteleczka jest pół przeźroczysta, zawartość jest widoczna tak jakby za mgłą. Etykietka przepełniona owocami wygląda bardzo kusząco i była ona głównym czynnikiem mojego zakupu. Otwarcie jest na solidny zatrzask. Otworek z którego wydobywamy żel jest standardowych rozmiarów, bardzo ułatwiających aplikację.  





Zapach: Tu nastąpi wielkie rozczarowanie. Zachęcona piękną etykietką soczystych owoców sądziłam, że będą one dominowały w nutach zapachowych jednak bardzo ale to bardzo się myliłam. Fakt jest taki, że napis Witaminy & Jogurt, wyraźnie daje do zrozumienia na jakiej bazie robiony był żel. Niestety nie tylko mężczyźni są wzrokowcami bo jak widać też do nich należę i sugerowałam się jedynie tymi owocami na opakowaniu, które od razu rzuciły mi się w oczy. Zapach jest bardzo stłumiony. Owszem wyczuwam w nich nutkę owoców ale nie są to takie świeże owoce gdyż zapach ewidentnie kojarzy mi się z syropem dla dzieci. Słabo pachnie podczas kąpieli ale to może i lepiej bo farmaceutyczny zapach nie należy do przyjemnych. Niestety w tej kwestii żel poległ na całej linii. 




Konsystencja: Kremowa,w połowie gęsta przez co nie spływa z dłoni przed nałożeniem na ciało. Ma lekki brzoskwiniowy kolor. Przyjemnie współpracuje z aplikowaniem jedynie w dużej ilości przez co traci na wydajności produktu.  




Działanie: Ze względu na fakt iż kupiłam żel sugerując się tylko zapachem a raczej intuicją i wyobrażeniem zapachu widząc tylko etykietkę, przyznam, że nie kupię go ponownie. Pewnie Was zdziwiło to, że buteleczka jest już prawie pusta a ja marudzę i jeszcze oświadczam, że więcej go nie kupię ale tak na prawdę żel nie jest zły ale pozostawił wielki niedosyt. Konsystencja jest jak najbardziej w porządku, sam żel myje dobrze wygładzając przy tym skórę, jednak postawiłam wysoką poprzeczkę nad zapachem, którego mu brakuje. Postanowiłam jednak wykorzystać go do końca bo nie lubię marnować kosmetyków ale przynajmniej wiem, że następnym razem trzeba sprawdzić zapach a nie sugerować się pięknym obrazkiem :) Dla mniej wymagających soczystych zapachów: Polecam, natomiast dla miłośników owocowych zapachów: Odradzam





Cena: około 5 zł w drogerii Rossmann 


A ja wciąż szukam owocowego ideału :)

poniedziałek, 7 października 2013

Pierwsza Współpraca + Wygrana


Mój nowy blog powoli się rozwija i szczerze mówiąc nie miałam zamiaru jeszcze nawiązywać współprac żeby nie zrazić swoich czytelników, że prowadzę bloga tylko dla korzyści. Blog to miejsce w którym uwielbiam dzielić się swoimi spostrzeżeniami, które nie są mi w ogóle narzucane, to są moje własne opinie i odczucia i tym wszystkim chcę się z Wami dzielić. Chciałam też opiniować kosmetyki, które sama wybieram i kupuje bo wtedy mam kontrolę nad wybranymi produktami i nikt mi nie każe wystawiać recenzję tych produktów, których nie mam zamiaru testować. Jednak bardzo chcę rozwijać swoją wiedzę na temat przeróżnych kosmetyków oczywiście w granicach rozsądku bo jeśli znajdziecie na moim blogu współprace, to będą one dobrze przemyślane i będę brać też pod uwagę stosunek firmy do blogerów oraz jakość kosmetyków bo mój blog nie sprzeda się za żadne darmowe kosmetyki. Chcę by moje opinie były dla każdego pomocne a przede wszystkim prawdziwe. To tyle jeśli chodzi o temat współprac, które oczywiście jak najbardziej popieram na innych blogach bo zawsze miło jest dostać kosmetyki od firmy za nasz trud i czas włożony w prowadzenie bloga oraz możliwość wypróbowania asortymentu danej firmy bo wiadomo, że nie na wszystko mogłybyśmy sobie pozwolić gdybyśmy miały same kupować te kosmetyki, które obecnie są zbyteczne ale chęci do testowania są ogromne. Każdą współprace będę nawiązywać z głową, nie będę się rzucać na wszystkie możliwe firmy, które dają coś od siebie bo to mija się z celem blogowania.







Firmę Marion obserwuję już ponad rok. Starałam się o ich kosmetyki prowadząc jeszcze starego bloga ale niestety bez efektów. Szczęście mi dopisało z moim nowym blogiem gdyż firma mi zaufała i przysłała paczuszkę z kosmetykami. Co znalazło się w środku?? Zobaczcie :)
















Do kosmetyków dołączony był także list, który sam dużo mówi o podejściu firmy do blogera :)




Najbardziej ucieszyła mnie mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury bo moje włosy codziennie poddają się suszarce i prostownicy. Ucieszył mnie również płyn micelarny, które uwielbiam testować bo jak już kiedyś pisałam, mleczek i toników nie używam. 
Najmniej przydatna okazała się maska kolagenowa przeciwzmarszczkowa gdyż zawsze unikałam wszystkiego co miało napis "przeciwzmarszczkowy", ale że maski lubię stosować od czasu do czasu więc ta na pewno podda się moim testom :) 



Więcej na temat firmy możecie poczytać tutaj: http://www.marionkosmetyki.pl/  choć już na pewno wiele z Was miała możliwość testowania kosmetyków firmy Marion.



A teraz przechodzę do mojej wygranej kilka miesięcy temu :) Najważniejsze, że nagroda w postaci lakieru dotarła cała i zdrowa ;)


Takiego koloru jeszcze nie miałam i już nie mogę się go doczekać na moich pazurkach :)




niedziela, 6 października 2013

Czekoladowa Kąpiel



Moja codzienna kąpiel zawsze musi mieć jakiś przyjemny zapach począwszy od owoców a kończąc na słodyczach :) Na szczęście słodkie kąpiele nie mają kalorii a wiadomo, że są uwielbiane wśród płci pięknej.
Ten czekoladowy płyn wpadł w moje ręce podczas krótkiego pobytu w Anglii. Duża butelka rozpuszczonej czekolady do użytku w wannie stała się dla mnie idealnym połączeniem.





Bottled at ---- source
Cocoa Butter and Honey (Masło Kakaowe i Miód)






Opakowanie: Przeźroczysta, wykonana z giętkiego plastiku buteleczka mieszcząca w sobie 750 ml produktu. Średnich wymiarów otworek zabezpiecza czarna zakrętka, która się całkowicie odkręca i ściąga. Buteleczka ma naklejoną przeźroczystą etykietkę z czarno-beżowymi napisami.






Zapach: Nie będzie nowością jak napiszę, że płyn pachnie czekoladowo :) Wyczuwam w nim także inną słodką nutę i zapewne jest to miód o którym wspomniał producent. Zapach ten nie zalicza się do tych czekolad z półek ze słodkościami, a do tych dla dorosłych z alkoholem a dlaczego?? Nie żeby pachniał spirytusem bo to zupełnie wykluczam ale wyczuwam w nim zapach likieru,słodkiego,mocnego i czekoladowego. Taki właśnie zapach można wyczuć wąchając płyn bezpośrednio z butelki, natomiast po aplikowaniu go do wanny z wodą, zapach nieco się zmienia i zaczyna pachnieć tymi czekoladami co uwielbiają dzieci ;) Niestety nie jest on tak intensywny abym mogła się nim zachwycać, po prostu zapach "nie narzuca się" tak bardzo ale może to i lepiej bo byłby wtedy mdlący zamiast przyjemny.




Zastosowanie: Do jednej kąpieli stosuje całą zakrętkę, która jest dość głęboka. Rozpuszczam ją pod bieżącą wodą a resztki wypłukuje już w wodzie czyszcząc przy tym zakrętkę z płynu. 





Konsystencja: Płyn jest w połowie gęsty jednak szybko wypływa z butelki i w tym także jest coś na zasadzie likieru. Kolor ma taki beżowy przypominający wymieszane jajko z kakao. 





Działanie: Płyn jak każdy inny ma na celu relaks ciała i pobudzenie zmysłów w czym nawet się sprawdza. Taka ilość płynu jaką ja stosuje jest wystarczająca aby całość wanny wypełniła przyjemna, mieniąca się piana o czekoladowym zapachu. Piana ta nie znika tak szybko co mnie również urzekło gdyż lubię się nią "bawić" w sposób dość dziecinny ;) Przystrajam nią brzegi wanny,tworze nią różne śmieszne minki na moim brzuchu lub po prostu zdmuchuje ją z dłoni :D To takie relaksujące akcenty, które są już tradycją moich kąpieli z płynem ;) Piana fajnie rozprowadza się po ciele zostawiając delikatną i miłą w dotyku powłokę. Dzięki zawartości miodu, ciało jest nie tylko wygładzone ale także nie czuje potrzeby smarowania się balsamem. Jest tylko jedno "ale", po wyjściu z wody trzeba się od razu wycierać żeby się nie lepić. Mój pierwszy raz z tym płynem nie był zadowalający gdyż od razu po kąpieli przystąpiłam do depilacji nóg siedząc na brzegu wanny cała mokra no i musiałam się kąpać drugi raz bo gdziekolwiek się nie dotknęłam, palce przyklejały się do skóry. Można tego całkowicie uniknąć jeśli nie pozwolimy wyschnąć skórze naturalnie. Teraz o tym pamiętam i już nic podobnego mnie nie spotyka :) Problem jest jednak z jego dostępnością bo nie spotkałam się z nim w Polsce jednak jest podobny odpowiednik w Rossmannie w podobnej buteleczce i też czekoladowy ale jeszcze nie miałam okazji go wypróbować i porównać. 





Cena: 1 funt